Kategoria: Artykuły

Kategoria dotyczy Artykułów na instytutws.pl

  • Mała i Wielka Rosja

    Mała i Wielka Rosja

    Prezentuję mój artykuł z 2016 roku. Już wówczas wiedziałem, że Ukraina nie ma szans na jedność swojego bytu państwowego, pomimo usilnie tłoczonej propagandy o ziemiach „od Sanu do Donu”.

    Na wielu mapach Ukrainy, a właściwie tzw. ukraińskiego obszaru etnicznego, możemy zobaczyć, że zajmuje on ogromne połacie od Rzeszowa po niemal Morze Kaspijskie. Do dzisiaj w niemal każdym podręczniku do historii w Ukrainie można zobaczyć, że „ukrajinśka etniczna terytorija” sięga daleko poza granice Ukrainy, obejmując „Zakerzonie”, czyli przygraniczne terytorium w Polsce (za Curzonem, czyli za linią ustaloną przez Curzona). Obejmuje ona także Kubań i Krym. Promowanie „odzyskania Kubania” dziwi szczególnie w czasach, kiedy Ukraińcy zdają się nie kontrolować w pełni swojego kraju, od Donbasu począwszy, a skończywszy na obwodach kontrolowanych przez postsowieckich gubernatorów, jak Saakaszwili w Odessie.

    Odkąd zacząłem badać sytuację na wschodzie nie mogłem jednak nadziwić się jednej rzeczy: skoro na mapie ukraiński obszar jest niemal 6 razy większy terytorialnie od obszaru łąskawie uznanego przez Ukrainę za „etnicznie polski” – czyli za Sanem, to jak możliwa jest taka sytuacja, w której polski naród funkcjonuje we względnej jedności, mówi swoim językiem i tworzy państwo silniejsze od Ukrainy, która powinna być kilka razy silniejsza od Polski? Prawdę nietrudno jest znaleźć. Wystarczy zainteresować się źródłem – w tym przypadku, źródłem danych statystycznych, na których Ukraińcy opierają twierdzenia o obszarze etnicznym ukraińskim.

    brockhaus_b6_nr0430a_hfid_5180960
    Etnograficzna mapa Europy

    Na wszelkich mapach etnograficznych rosyjskich czy niemieckich, możemy zauważyć, że brak jest jakiegokolwiek terytorium „ukraińskiego”, szczególnie na wczesnych mapach XIX-wiecznych.

    cqmy2-m185g
    Etnograficzna mapa Rosji, południe

    Polacy na powyższej mapie zaznaczeni są na żółto, natomiast na wschodzie, zamiast „Wielkiej Ukrainy” mamy do czynienia z: Wielkorosjanami, Małorosjanami i Białorosjanami. Tak jest – nie z Ukraińcami, a nawet nie z Małorusinami – lecz z Małorosjanami. Dlaczego potężna wówczas Rosja pozwoliła, aby tak wielki obszar etniczny zajmowali „przyszli Ukraińcy”? To oczywiste – wówczas nie byli to z zamiaru rosyjskiego żadni „Ukraińcy”, czyli naród odrębny etnicznie od Rosjan, lecz po prostu inna wersja „Rosjan”. Mało-, Wielko-, czy też Biało-rosjanie – to zawsze Rosjanie.

    0_d7ce3_b9b951a7_orig
    „Galicjkije Russkije” na mapie Imperium Rosyjskiego

    Widać to szczególnie na powyższej mapie, gdzie nawet Rusini galicyjscy są zaliczeni do „Rosjan” – co prawda galicyjskich, ale przecież zawsze to też „russkije”. Takie nazewnictwo znajduje swoje odbicie nawet dzisiaj w do niedawna nienaruszonym braterstwie Białorusko-Ukraińsko-Rosyjskim.

    dfkbva8y9u8j
    „My bracia słowianie! Rosja, Ukraina, Białoruś – to jest właśnie święta Ruś!”

    Nie trudno domyślić się, że wiarygodność tychże imperialnych map jest, delikatnie mówiąc, wątpliwa, ponieważ dane zostały tak zmanipulowane, aby maksymalnie umoralnić prawo Rosji do okupowania tak wielkich obszarów zabranych Rzeczypospolitej. W Wilnie czy Lwowie – Polaków brak, mimo że stanowili oni wówczas większość w tych miastach. Mimo tego, imperialne dane rosyjskie są nadal używane – zmieniono kolor farby do oznaczania „obszarów etnicznych” oraz zmieniono nazwę Małorosjanie na Ukraińcy – i już można proponować mapy „ukraińskiej ziemi etnicznej”.

    Skoro jednak dane te są wątpliwe, czy wręcz nieprawdziwe, to czy istnieje możliwość, aby jeszcze odnaleźć prawdę w tym temacie? Dowiedzieć się czy w ogóle i gdzie istnieli lub istnieją Ukraińcy? Historia jest nieubłagana. Jeśli nie uczymy się z jej lekcji, to przecież nie sprawi, że historia zmieni się albo przestanie wywierać wpływ na teraźniejszość. I tak wystarczy, że spojrzymy na wyniki wyborów parlamentarnych w Ukrainie lub mapę języków na portalu vk.com, aby skonfrontować mapy rosyjskie z rzeczywistością.

    resize
    Języki interfejsu na vk.com: czerwony – ukraiński, niebieski – rosyjski

    Ukraina – to pogranicze Rzeczypospolitej. Ze względu jednak na zmienne granice Polski oraz przesiedlenia ludności kozackiej, galicyjskiej itd., obszar ten nie jest różnorodny, a tożsamość ludności jest odmienna, a co za tym idzie – definicja ukraińskości jest zróżnicowana. Pod hasłem „Pogranicze” zjednoczono zatem ziemie – no boję się użyć tego określenia – etnicznie polskie i rosyjskie. To w Małopolsce Wschodniej rodził się między innymi polski język i kultura. To ziemia lwowska wydała Mikołaja Reja, który jako pierwszy pisał po polsku.

    Jednak nie chcę skupić się w tym momencie na zagrabionych polskich ziemiach. Chcę przywołać fakt, że lwia część Ukrainy to ziemie, które ponad 300 lat były w Rosji, niemalże bez przerwy aż do upadku Związku Radzieckiego. 300 lat temu ukraiński naród nie istniał, co widzimy nawet w Konstytucji Kozackiej napisanej przez znanego czeskiego kozaka, Filipa Orlika, gdzie mowa o ludzie Małorosyjskim. W tym samym dokumencie mowa również o… Małej Rosji, a język użyty w dokumencie daleko odbiega od nie tylko ruskiego języka z galicji, ale i od dzisiejszego już dość zrusyfikowanego języka ukraińskiego (użyto w niej słowa wremia zamiast czas). Ukraińcy walczą zatem dzisiaj przede wszystkim o ustalenie czym Ukraina jest i co oznacza, czyli próbują odpowiedzieć na pytanie zadawane od kilkuset lat. Na tej drodze oczywiście próbują „zasymilować” kulturę polską oraz rosyjską, powstałe na terytorium dzisiejszej Republiki Ukraińskiej.

    Proces asymilacji kultury jest łatwiejszy – wystarczy napisać prawdziwą lub nieprawdziwą informację w podręczniku, gazecie lub w internecie na dany temat, i większość ludzi uwierzy, ponieważ chce wspierać Ukrainę, a także przez zwyczajny brak kapitału czasu, który mogliby poświęcić na samodzielne zbadanie historii. Jednak o wiele trudniej zasymilować jest ludność, to jest zachęcić ludność historycznie rosyjskojęzyczną, aby nagle zaczęli mówić po ukraińsku. Nie bez znaczenia jest także fakt, że kultura rosyjska jest nieporównanie bogatsza i jednak stoi na wyższym poziomie, niż ukraińska.

    Zauważyłem w tym kontekście następującą strategię: ludność rosyjska może bez problemu uważać się za Ukraińców i nadal mówić po rosyjsku, liczy się wsparcie dla „Republiki Kozacko-Banderowskiej”. Przecież ciężko mi uwierzyć, że prezydent-oligarch mówi w domu po ukraińsku, nie wspominając o gubernatorach Kijowa czy Odessy. To z kolei wydaje mi się niebezpieczne, ponieważ wsparcie, jakie Polska daje Ukrainie, wynika stąd, że jest ona Ukrainą – niejako dzieckiem Rzeczypospolitej, a nie Małą Rosją, czyli dzieckiem – o ile nie klonem – Rosji. Ilekroć słyszę, że „szkoda że Ukraina oddała swój arsenał atomowy”, tylekroć myślę, że Polsce niemiecka „Rosja Mini” wcale nie jest na rękę. Bo Ukraina taka niestety jest – proniemiecka na zachodzie i prorosyjska na wschodzie, ale niekoniecznie propolska, czyli odważniej mówiąc – znająca historię.

    Jeśli można być Ukraińcem, mówiąc po rosyjsku, to pozostaje dla mnie najważniejsze pytanie: dlaczego usprawiedliwia się odebranie Lwowa i Wołynia Polsce, mówiąc, że Polska polonizowała, skoro sama Ukraina dzisiaj niekoniecznie chce mówić w swoim, zdawałoby się ojczystym języku? Pozostawiam to pytanie otwartym na koniec, mając nadzieję, że kiedyś w Polsce i w Ukrainie prawda przyniesie pokój i pojednanie.

    Szymon G Szewczyk